A poza tym bez pani do mnie proszę, bo przez najbliższych parę miesięcy jestem jeszcze stanu wolnego
Chwal Ćwik!
tylko dlaczego owa krytyka jest kierowana do uczniów i to im sie za to obrywa skoro powszechnie wiadomo że decyzje podejmuje kto inny? w sprawie samicy bielika postanowiłem zorientować sie bliżej i okazuje sie że miejsce wypuszczenia zasugerował....uwaga- Pan Mizera! czym wiec są sugestie uczniów że bielika należy odwieżć na miejsce znalezienia (z czym zarówno ja jak i Profesror sie zgadzamy) w obliczu zdania kogoś kto napisał monografię bielika i jest uznawany za autorytet? może zamiast krytykować Dżawat należałoby zapytać p.Mizerę skąd taka decyzja? jak znam życie z nim nikt polemizować nie będzie. łatwiej czepiać sie bezbronnych małoltów. mówiąć "nagonka" miałem na myśli bzdury wypisywane na forum GP24 na temat wypuszczenia bielika.Nowogrodzki pisze:A tak na marginesie " Prawdziwa cnota krytyk się nie boi",
pisząc to nie miałem na myśli profesora choć musi sie profesor zgodzić że Tuchola nigdy (poza paroma przypadkami) rehabilitacją sie nie zajmowała nastawiająć sie na sokolnictwo. niestety w warcinie od dawna nie ma opiekuna sokolnika więc nie było o tym mowy. i o ile zgodzę sie obecnie że Tuchola przoduje w wiedzy sokolniczej to Warcino z pewnością góruje wiedzą dotyczącą leczenia i rehabilitacji. wracając do oblotów. niech profesor przeliczy ile potrzeba by było miejsc do wykonania oblotu powiedzmy dwudziestu kilku młodych ptaków? zwłaszcza że w ośrodku pracują uczniowie i nikt ich z lekcji zwalniac nie będzie a środki na wyżywienie podczas wakacji szkoła daje na jedną osobę i są to naprawdę marne kwoty? nie można pobliżu siebie oblatywać myszaków i puszczyków bo dojdzie do jatki.podobnie jastrzębi i pustułek. cztery odzielne miejsca oddalone od siebie i do kazdego uczeń który to nadzoruje? ciekawe skąd wziąć na to środki?ośrodek nie ma własnego samochodu a szkoła niechętnie go udostpnia. znam warcinskie realia na tyle że wiem że gdyby myszołowy miały gniazdo oblotowe w lasku za sokolarnią to musiałby ktoś przy nim dyżurować dzień i noc bo okoliczni mieszkańcy w obawie o kury i gołębie puścili by je z dymem lub wytłukli z wiatrówki (niestety ale takie są realia a niektórzy są niereformowalni i odporni na wiedzę). pamiętam rok kiedy po czerwcowych burzach do ośrodka trafiło ponad 30 młodych pustułek.taką żeby zrobić im oblot potrzeba by było kilku miejsc. a przecież trafiają tam nie tylko pustułki... wybaczczy profesor ale ktoś kto nie zna tych realiów i kłód rzucanych pod nogi przez wszystkich wokół nie wie jak często uczeń ma ochotę cisnąć to w cholerę. oceniam chłopaków za chęci i starania a nie za to że czasem pomimo tego coś sie nie uda bo nie zawsze to ich wina.ilokroć odwiedzam Warcino i widzę że coś jest nie tak zwracam chłopakom na to uwagę a oni przyjmują to z pokorą i zrozumieniem i robią wszystko by to zmienić. co roku wypuszcza sie tyle ptaków ile sie da metodą oblotu a resztę sie układa do momentu uzyskania sprawności w locie i wtedy odstawia do zdziczenia i wypuszcza. jeżeli układanie jest dla tych młodych ptaków taką trauma to widocznie sokolnictwo jest sadyzmem w co chyba ani ja ani profesor nie wierzy. ani konserwator przyrody ani ministerstwo nigdy nie negowało wykorzystywania metod sokolniczych w rehabilitacji więc trudno mi zrozumieć że neguje je sokolnik. z poważaniem. DawidNowogrodzki pisze:"parę osób wypisuje mądrości na temat rehabilitowania ptaków choć ich doświadczenie przy Warcinskim Ośrodku w tej materii jest raczej mizerne."