Witam,
Ostatnio oglądałem program "Dzika Polska"odcinek pt "Dookoła sokoła".Było tam troche o reintrodukcji sokoła wendrownego (pokazywali pare na pałacu kultury) a potem było o sokolniku na lotnisku.Bardzo mnie zainteresowało co ten pan sokolnik powiedział.Twierdzi on że ptak może latać tylko dwa sezony(2 lata) a potem juz jest tak zmanierowany że trzeba go odłożyć do woliery na cały rok("żeby o wszystkim zapomniał") a potem cykl powtarza się od nowa Nigdy o takiej metodzie nie słyszałem Słyszałem o tym że jak ptak jest zmanierowany to rewiduje się mu kondycje,albo sokolnik popełnia błędy i trzeba je przestać popełniać(albo wymienić sokolnika ).
I tu mam pytanie do kolegów którzy pracują z ptakami czy też taką metodę stosują?
JoHn DuMbaR pisze:Szkoda tylko ze nie wspomnieli, ze przez pol filmu to nie wedrowne byly w roli glownej )
ba nawet nie ptaki! przecież pół filmu było dziku na lotnisku W gdańsku kiedyś to nawet dziki pod urząd miejski podeszły ale nie słyszałem zeby byly na lotnisku
ja tez o takiej metodzie nie slyszalem, moze niedouczony jestem?
zawsze wydawalo mi sie wlasnie ze w trzecim czwatym piorze ptak jest w swoim najlepszym wieku i dobrze prowadzony osiaga zyciowa fome...
Panowie ogladnijcie ten materiał jeszcze raz. "Pan sokolnik" mówił o sokołach lotniskowych puszczanych w tym samym miejscu cały czas. Po jakimś czasie taki ptak moze sie zmanierować i wtedy trzeba mu zrobić przerwe. Na przykład sokół wymyśli że bezie siadał na jakimś drzewie- normalnie najprościej jest nie puszczac w pobliżu tego drzewa a jeżeli musi się puszczac w tym miejscu sokól, bedzie tam siadał. Kombinowanie z kondycją nic nie da. Dojść może do sytuacji że sokół pierwsze co bedzie robił to siadał na drzewie.
Czasami odstawienie ptaka jest najlepszą metodą.
Coś w tym jest. Mój sokół puszczany cały czas w tym samym miejscu zaczął nabierać rutyny. Jak autobus PKS-u. Stałe trasu sobie wyrobił. Teraz chodzę w różne miejsca i loty są ciekawsze.
u nas na lotnisku tez jest taki problem dlatego nieźle musimy się nagimnastykować, żeby ptaki nie popadały w rutynę. Pół biedy jeśli jest dobra (np. ptak leci nad pobliski las żeby nabrać wysokości i potem czatuje nad tobą i nad pasem jednocześnie), bo bywają ptaki niesamowicie uparte, które najpierw pedałują kilometr albo i dalej, bo muszą usiąść zmęczone (po dobie siedzenia w wolierze ) na ulubionej latarni lub drzewie, posiedzieć 10 min. i potem z powerem ruszają do akcji albo co gorsza wolą poczekać na "lepsze czasy" i mieć w dziobie to że na pasie biało od mew....
Czasem codzienne puszczanie ptaka w innym miejscu nie daje efektów
Nigdy nie pracowałem na lotnisku,więc nie znam tej roboty ale nie wydaje się wam panowie i panie że rok w wolierze dla ptaka który wchodzi w trzecie pióro jest troche krzywdzący?Zgadzam się z Marcinem że ptak może się zmanierować(zwłaszcza jeśli lotnisko nie ma 500ha) i wtedy najlepiej go odstawić ale jak dla mnie to np na pierzenie powinno wystarczyć.
Trochę szkoda, że Panowie mówiący o parze na Pałacu Kultury zapomnieli o początkach wsiedlania sokołów w Warszawie. Najwięcej mogliby o tym powiedzieć Kol. Sieliccy. Z tego co pamiętam to pierwsze próby były na budynku dawnego komitetu partii a później na pałacu. Para rozmnażająca się to hodowlana samica i dziki samiec (tu nie jestem pewien). Tak czy inaczej początkowo to były ptaki z hodowli sokolniczych, o czym niestety często się zapomina. Przy okazji „zaserwowano” zdjęcia sokołów w „naturze” dyskretnie zasłaniając im nogi gałązkami , sokołów o przerośniętych dziobach , a także tekst był o wędrownych a pokazano karmiące rarogi. Za to, jak zwykle, dużo uciechy mi dostarczył Najstarszy Zawodowy Sokolnik Polski i tym, jednak optymistycznym akcentem, kończę.
to już jest miedzynarodowe powiedzenie znane daleko poza granicami Polski - oczywiście nie kpię, nie drwię a stwierdzam fakt bo sam słyszałem to osobicie z ust wypowiadającego
Samczyk na pałacu o ile pamiętam to ptak reintrodukowany w niemczech, bynajmniej coś tak mi się kojarzy z rozmowy z Ł. Rejtem
Pozdrawiam
ZaP
przemek pisze:to fakt, zwłaszcza rarogi mają tendencje do siadania, ale że na 500 ha otwartej płyty lotniska jest taki problem to sobie nie zdawałem sprawy...
Coś w tym chyba jest, bo mimo, że duża powierzchnia, to całość otwarta i widoczna jak na dłoni, a więc tym samym łatwa do ogarnięcia wzrokiem dla ptaka. A jak latamy zbyt długo w jednym miejscu, to rzeczywiście ptak zaczyna się nudzić monotonią krajobrazu i trzeba mu w jakiś sposób tę monotonię odmienić. Jeśli latamy strasząc szpaki czy na lotnisku, to można zainscenizować jakieś polowanie, żeby się ptak "wybudził" z nudy, a można też odstawić go na jakiś czas do woliery. Nabierze wtedy nowych chęci do latania. No i (moim zdaniem) można ptaka czasami przetrenować tak na szybko, aby mu niejako od nowa wbic do głowy wabidło. Jeśli zaś chodzi o polowanie, to myślę, że nie ma takiego problemu, bo emocje i instynkt ptaka zawsze wycisną z niego chęć do lotów.
ptak jeśli popadnie w rutynę i wie że nic ciekawego poza wabidłem go nie czeka wczesniej czy póżniej zaczyna własnie takie bumelowanie. problem dotyczy przede wszystkim ptaków które nie polują. jeśli nie ma stymulacji w postaci podrywającej sie zwierzyny a instynkt łowiecki sie przytępił to wczesniej czy póżniej ptak pomysli- po co sie starac i wychodzic w góre skoro tak czy owak na koncu i tak dostanę to samo wabidło.podobnie jest z latawcem u ptaków obdarzonych dużą inteligencją (rarogi, białozory i ich hybrydy). jeśli długo latasz wciąz do latawca i nie przestawisz ptaka na zwierzynę to zamiast iśc w górę zaczynają zwiedzac okolicę w poszukiwaniu atrakcji ( najczęściej latają od miejsca do miejsca wg. jakiegos schematu jak napisał Tomek) a do latawca lecą jak im sie włoczenie po okolicy znudzi.czasem są tak znudzone ciągłym lataniem do latawca że po rozkapturzeniu lecą usiąsc na ulubionym drzewie, słupie lub latarni i mają wszystko gdzies. to kolejny dowód że latawiec jest środkiem do celu a nie celem samym w sobie.
A tak na marginesie, to rzeczywiście ujęć sokoła wędrownego w tym filmiku było mnóstwo milionów aż nie wierzyłem, gdy wreszcie ujrzalem prawdziwego wędrownego.