Jest już luty, a ja po zakończeniu latania z sokołami postanowiłem, że wezmę w obroty moją samicę jastrzębia. Polowała trochę we wrześniu ostatnio, i od tamtej pory siedziała w wolierze. Teraz żeby szybko ją rozlatać puściłem ją na oblot koło domu, w terenie który dobrze zna. Założyłem nadajnik i lata luzem od poniedziałku. Kończymy jutro, czyli w czwartek, 3 i pół dnia będzie latała. We wtorek łapałem sygnał gdzie jest i była nie dalej jak 700m od domu, a teren jest częściowo zalesiony. Jak przyszła pora karmienia, namierzyłem ją na słupie, 150m od domu, na skraju lasu. Poszedłem po wabidło do domu, wyszedłem na drogę, że mnie nie widziała. Zagwizdałem dwa razy i jastrząb leci w moją stronę, jak mnie zobaczyła to odskoczyła do góry i przeleciała naemną, siadła na drzewie. Po chwili już była na wabidle. Dostałą 3 kurczaki i poszła zpowrotem.
Dziś na porę karmienia siedziała 300m od domu, ale od rana padał deszcz więc się dużo nie ruszała. Wyszedłem na łąkę i patrze że siedzi na drzewie, z 80m bez problemu zeszła na wabidło. Dostałą do pełna królika i puściłem ją przed domem. posiedziała 10 min na drzewie i poleciała do lasku 600m dalej. Mięśnie na klatce piersiowej już łądnie się napieły i lekko poszerzały. Myślę, że do jutra jej wystarczy, żeby za bardzo nie zdziczała. Ale jak na razie nie widzę zmiany w zachowaniu. W piątek ją poukracam i w sobotę na gawrony uderzamy
Samica we wrześniu

Chwal Ćwik
