Kilka tygodni temu znalazłam myszołowa ze złamanym skrzydłem złapanie go nie było trudne choć był w dość dobrej kondycji ,od jakiegoś czasu żywił się napewno ślimakami (wiem bo w ku..e grzebałam ) , jadł najlepsze kąski ( mężowi kotleta nie dałam bo GUSTAW musiał jeść) Fragment bezwładnie wiszącego skrzydła na strzępie skóry w stawie nadgarstkowym odciełam , od stawu łokciowego do nadgarstkowego w ranie były robaki i wystawała kość promieniowa . Robaki usunełam ptak był bardzo spokojny pomimo że grzebałam w ranie ponad dwie godziny Chciałam zabieg wykonać na własny koszt ale weterynarz poinformował mnie że ptaka mam oddać do schrońiska w Elblągu ponieważ jest to zwierze pod ochroną . Z bólem serca rozstawałam się nim , niemiałam pojęcia że widzę go ostatni raz . Pani Anna K. pracownik schroniska przyjmowała ptaka informójąc że ptak jest w dobrej kondycji , nie jest wychudzony , że skrzydło trzeba amputować i nie pozwoli go uśpić . Ptak miał być umieszczony w Iławskim Parku Krajobrazowym

Został UŚPIONY !!!!!!!!!!
Z perspektywy czasu wydaje się że to była dobra decyzja dla myszołowa
Ja chyba do końca życia będę miała żal po stracie mojego pierwszego drapolka GUSTAWA[/list] Chciała bym mieć w przyszłości ptaka do latania bo to jest coś czego nie da się opisać jak koniarze mówią że największe szczęście na świecie leży na końskim grzbiecie , a ptak jest ucieleśnieniem przestwoży , wolności i wszystkiego czego nie sposub opisać
pozd