Sowy
-
żółtodziób
- sympatyk
- Posty: 24
- Rejestracja: wt wrz 15, 2009 7:06 am
- Lokalizacja: zachodniopomorskie
Mam pytanie
Czy ktoś z was próbował wykorzystywać sowę/y w roli kota?
Mam duży budynek gospodarczy ok 300m² (kiedyś trzymałem w nim konie, kozy itp.) aktualnie przerobiłem go na warsztat (stolarnia) jednak pojawił się problem szczurów.
Nie chcę ich truć (chociaż wiem, że niedługo tak zrobię) ponieważ mam psy i mogło by się to marnie dla nich skończyć
Szczury grasują tylko w nocy jak już nikogo tam nie ma, koty odpadają ze względy na psy
może zostawiać uchylone , albo otwarte okno dla puszczyka odniesie to jakiś skutek?
Czy ktoś z was próbował wykorzystywać sowę/y w roli kota?
Mam duży budynek gospodarczy ok 300m² (kiedyś trzymałem w nim konie, kozy itp.) aktualnie przerobiłem go na warsztat (stolarnia) jednak pojawił się problem szczurów.
Nie chcę ich truć (chociaż wiem, że niedługo tak zrobię) ponieważ mam psy i mogło by się to marnie dla nich skończyć
Szczury grasują tylko w nocy jak już nikogo tam nie ma, koty odpadają ze względy na psy
może zostawiać uchylone , albo otwarte okno dla puszczyka odniesie to jakiś skutek?
- valdi99
- młodszy sokolnik
- Posty: 208
- Rejestracja: sob lut 05, 2005 7:50 am
- Lokalizacja: Mazowsze
- Kontakt:
Dzikie płomykówki i puszczyki chętnie polują zimą w stodołach, z tym ze na szczury to raczej puszczyk (a najlepiej puchacz) bo płomykówka za delikatna jest.
Ad. poprzedni wątek - co do układania jakiejkolwiek sowy-imprinta, to nie widzę dużo większej trudności, niż przy ułożeniu dziennego drapieżnika, a mówię to z doświadczenia. Natomiast puchacz, to już jest wyzwanie. Miesiąc bardzo uważnej i intensywnej pracy z ptakiem i wciąż mało... Ale jak kiedyś miałem rehabilitanta puchaczycę, która nagle zachorowała, to w trakcie choroby była posłuszna i łagodna jak baranek. I nie mówię tu o niemocy fizycznej, ale o gotowości do podporządkowania się opiekunowi. Jednak zaraz po wyzdrowieniu, znów stała się oporna jak przedtem
Ad. poprzedni wątek - co do układania jakiejkolwiek sowy-imprinta, to nie widzę dużo większej trudności, niż przy ułożeniu dziennego drapieżnika, a mówię to z doświadczenia. Natomiast puchacz, to już jest wyzwanie. Miesiąc bardzo uważnej i intensywnej pracy z ptakiem i wciąż mało... Ale jak kiedyś miałem rehabilitanta puchaczycę, która nagle zachorowała, to w trakcie choroby była posłuszna i łagodna jak baranek. I nie mówię tu o niemocy fizycznej, ale o gotowości do podporządkowania się opiekunowi. Jednak zaraz po wyzdrowieniu, znów stała się oporna jak przedtem
Coś tam wiem o ratowaniu gołego pisklaka, mnie akurat przypadła jaskółka, która wypadła z gniazda na ruchliwej ulicy. Na granicy cudu: przeżyła upadek, trafiła na dobrego opiekuna i właściwe źródło wiedzy o takich przypadkach. Grzanie lampą karmienie i cudowanie z dietą podobną do tej z natury, długo by mówić. Całe szczęście, że w domu jest rodzina, która podjęła współprace, kiedy ja byłam na uczelni. Drobne problemy zaczęły się, kiedy mój chłopaczek zrobił się macho i dziobał nieznajomych. Wszyscy byli zachwyceni takim zaszczytem. Najgorzej było wieczorem, bo malec chciał spać ze mną. Trzeba było go pakować do klatki. 
-
gosiawil478
- pisklę
- Posty: 5
- Rejestracja: ndz mar 16, 2014 10:31 am
- Lokalizacja: Pomorskie, Rumia
Witam serdecznie. Czy jest ktoś na forum, kto lata rekreacyjnie z Puchaczem Bengalskim? Poszukuję takiej osoby do wymiany doświadczeń. Nie chodzi mi o podstawy bo ich dowiedziałam się z książki. Chodzi mi raczej o rzeczy, na które warto bardziej zwracać uwagę, jak radzić sobie z "uparciuchem", czego się wystrzegać. Będę bardzo wdzięczna jak odezwie się taka osoba. Zaznaczam, że posiadam Puchacza i wiedzę na temat układania też posiadam.