Jastrząb + rower
Marcin... co do banana na Twarzy to żałuj że na zeszłorocznym kursie nie byłeś z nami na konnym terenie. Wtedy to były banany, Maryśki zapytaj;)
Tercel... co do tego że koń jest nieobliczalny to się zgodzę. Ale jest druga sprawa na rowerze kwestia równowagi to tylko Twoja sprawa. W siodle rozkłada się ona pomiędzy jeźdźca a konia.
I osobiście twierdzę że po leśnej drodze (korzenie te rzeczy) łatwiej zapanować nad koniem trzymając wodze w jednym ręku niż nad rowerem trzymając kierownicę w jednym ręku i ciągle skupiając się na tym czy ptak się nie zerwie na którymś korzeniu i nie zlecę z roweru wkręcając ptaka w szprychy.
Tercel... co do tego że koń jest nieobliczalny to się zgodzę. Ale jest druga sprawa na rowerze kwestia równowagi to tylko Twoja sprawa. W siodle rozkłada się ona pomiędzy jeźdźca a konia.
I osobiście twierdzę że po leśnej drodze (korzenie te rzeczy) łatwiej zapanować nad koniem trzymając wodze w jednym ręku niż nad rowerem trzymając kierownicę w jednym ręku i ciągle skupiając się na tym czy ptak się nie zerwie na którymś korzeniu i nie zlecę z roweru wkręcając ptaka w szprychy.
- Mbartnik
- młodszy sokolnik
- Posty: 280
- Rejestracja: śr sie 27, 2008 9:32 pm
- Lokalizacja: Wzgórza Strzelińskie
- Kontakt:
Oj Tomku... nie do końca. Lans jest wielki, ale w większości lansujesz się wśród "wiewiórek", bo na całe szczęście nikt na koniu w miasto się nie wybiera (albo prawie nikt).
A w polu frajda jest nieopisana, więc po mojemu jakiś pożytek z tego jest.
Odnośnie lansu i konia - to jak wszystko pójdzie po myśli, to 18 października zaprezentuję szanownemu audytorium jak wygląda lans i mam nadzieję, że przy okazji będzie to lans Gniazda, albo odwrotnie - ja skorzystam na lansie (?) Gniazda - ale o tym po 18-tym.
A w polu frajda jest nieopisana, więc po mojemu jakiś pożytek z tego jest.
Odnośnie lansu i konia - to jak wszystko pójdzie po myśli, to 18 października zaprezentuję szanownemu audytorium jak wygląda lans i mam nadzieję, że przy okazji będzie to lans Gniazda, albo odwrotnie - ja skorzystam na lansie (?) Gniazda - ale o tym po 18-tym.
polikarp pisze:Jeden i drugi sposób podróżowania z ptakiem dzisiaj mają więcej wspólnego(w Polsce) z lansowaniem niż praktyczną korzyścią z tego tytułu w polu.
Ja zakładając ten temat, chciałem poznać opinie wasze i w moim przypadku podróżowanie z zakapturzonym jastrzębiem na rowerze myślę, że byłoby jak najbardziej praktyczne. Do terenu w, którym miałbym puszczać ptaka miałbym ok 6km i nie mając samochodu byłoby to dla mnie na pewno szybszy, wygodniejszy i odpowiedniejszy środek transportu niż własne nogi
Konia nie będę szybko posiadał, quad nie wchodzi w grę bo jeśli miałbym jechać przez np. kompleksy leśne zatrzymałaby mnie pewnie szybko Straż Leśna.
a lęk do rowerów myślę, że byłaby to kwestia czasu, żeby to przeskoczyć- choć to tylko przypuszczenie, najpierw od postawienia przed woliera, stopniowo do woliery, i tak dalej i tak dalej.
Dzisiaj jest zbyt wiele miejsc, w które konno wjechać nie można. Dawniej szlachcic puszczał sokoła i jechał za nim przez pola, miedze. Był szlachcicem. Zazwyczaj jeździł po swoim. Zrób rundę poi polach uprawnych dzisiaj to ci rolnik(słusznie) wytłumaczy, że do szlachcica ci daleko. Poza tym wszędzie pełno płotów, elektrycznych pastuchów, które pieszo szybko sforsujesz, a koń by ci wtedy był potrzebny jak zającowi dzwonek. Nie chciałbym też telepać odbiornika telemetrycznego na koniu. To precyzyjna elektronika. W razie upadku(ten nie spada, kto nie jeździ) przewieszona przez ramię mogłaby zrobić kuku. Zakładając, że szukasz zawieruszonego sokoła przemieszczając się po dogach publicznych(zazwyczaj asfaltowych) musisz poruszać się po nich stępa(około6-8 km/h). Przy takiej mobilności nawet telemetria by ci nie pomogła w większości przypadków.pustul3 pisze:ale koniem czemu nie? tak polowano dawniej i tak można i dzisiaj
Podsumowując, ładnie to wygląda, ale nie jest praktyczne.
Jak sokolnictwo
Trenowałem kiedyś jastrzębia z wykorzystaniem roweru. Był to samiec w 5 piórze. Ptak wcześniej nie miał kontaktu z tego typu pojazdem, więc trzeba było przyzwyczajać go od "zera". Dużym plusem było to, że ptak się kapturzył. Przed przystąpieniem do wprowadzania roweru zaczerpnąłem porady kolegi, który wcześniej spróbował tej techniki, no i zacząłem. Wiadomo, że rower to dla ptaka to coś nieznanego, a tym samym niepokojącego, więc na samym początku trzeba było go oswoić z jego widokiem. Ptak był codziennie, przez jakiś tydzień wołany kilkadziesiąt razy na rękawice w wolierze gdzie na samym środku stał rower. Później ptak był wołany na rękę, gdy siedziałem na rowerze i przejeżdżałem nim z kąta w kąt woliery (woliera była na tyle duża,że pozwalała na małe manewry). Poza tym zawsze na koniec przelotów na rękę ptak miał rzucane pod rower wabidło Te zabiegi sprawiły, iż rower stał się dla ptaka czymś zwyczajnym. Potem nadszedł czas przeniesienia umiejętności w teren. Dodać trzeba, że nie tylko ptak, ale i ja musiałem zaznajomić się pewnymi zmianami, a mianowicie jazdą rowerem z wykorzystaniem jednej ręki (nie byłem na tyle pomysłowy, aby skonstruować siedzisko rowerowe dla ptaka). Jazda rowerem jedną ręką nie byłaby taka trudna, gdyby nie to, że jadąc w teren trzeba było przejechać pewien odcinek przez ruchliwe ulice miasta i pokonać kilka stromych wzniesień. Poza tym standardowo rower ma przedni hamulec w prawej manetce, a jak wiadomo jadąc chociażby 20 km/h z górki hamowanie tylko przednim kołem kończy się zazwyczaj glebą. Po przeprowadzonych zabiegach w wolierze ptak bez większych problemów towarzyszył mi, jadącemu na rowerze. Na początku zostawał trochę w tyle i trzeba było po niego wracać. Działo się tak ponieważ wcześniej towarzyszył tylko pieszemu sokolnikowi i latając "na pamięć" nie spodziewał się, że sokolnik tak szybko się oddala. Z czasem to minęło i ptak zaczął się pilnować. Trening lotem towarzyszącym z wykorzystaniem roweru pozwolił mi na przejeżdżanie w 30 min. odcinka 2 razy dłuższego niż pieszo w godzinę. Poza tym dojazd rowerem w terem zajmował ok. 10 min, a nie 30 jak to było pieszo. Ta oszczędność czasu była szczególnie cenna zimą, kiedy o 17 jest już ciemno,a od 15 do 17 czasu mało. Jednak zima była też okresem najgorszym w tym sposobie trenowania ptaka. Oblodzone drogi w połączeniu z wcześniej wspomnianym przednim hamulcem skutkowały wieloma bolesnymi upadkami. Dodając do tego fakt, że podczas każdego upadku trzeba było w pierwszej kolejności ratować ptaka i unosić rękę z ptakiem jak najwyżej do góry, siniaków na łokciach i kolanach było mnóstwo. Powiem tak, najgorsze były zjazdy ze stromych górek, gdzie broń Boże nie można było dotknąć hamulca, jeżeli chciało się być w jednym kawałku. Mimo tego wszystkiego było warto. Jedno to zaoszczędzony czas, a drugie to o wiele mniej opuszczonych treningów zimą i to, że treningi były o wiele aktywniejsze. Ptak towarzysząc przysiadał na drzewach tylko na małą chwilę, a nie na długie minuty, jak to w przypadku towarzyszenia pieszemu. Nawet, gdy dolatywał już do rękawicy na pokazane mięso przeciągałem moment dolotu uciekając mu rowerem z wyciągnięta ręka. Za każdym razem przylatywał do ręki z otwartą koparą i to był prawdziwy wycisk. Tak w skrócie wyglądała moja przygoda z jastrzębiem i rowerem w roli głównej. Po tym wszystkim ptak wyraźnie stał się szybszy, mimo iż był to ptak dorosły. Z rękawicy zrywał się w poziomie, pociągając rękę na prawo i lewo. Polecam wykorzystanie roweru. Myślę, że w przypadku młodego ptaka dałoby jeszcze lepsze i trwalsze rezultaty. Warunkiem komfortu jest jednak kapturzący się ptak, no i może siedzisko dla ptaka przy rowerze. Powodzenia dla wszystkich, którzy będą próbować.
- Mbartnik
- młodszy sokolnik
- Posty: 280
- Rejestracja: śr sie 27, 2008 9:32 pm
- Lokalizacja: Wzgórza Strzelińskie
- Kontakt:
Lagger - rower po prawej ma hamulec tylny. Widać miałeś wybitnie nietypowo poskładany sprzęt.
Tomku - wszystko zależy od terenu w jakim żyjesz. Widzę, że mam szczęście czuć się jak "szlachcic". Poza tym w razie "W" koń zwykle sam wraca do stajni. A w terenie w którym latam ani razu nie wjeżdżam na ruchliwą drogę, mało tego nie widzę takich po horyzont
. Wszyscy w okolicy (albo znakomita większość) wiedzą, że jak widzą "cudaki" w polach to ja lub kolega i nikt jeszcze nie miał pretensji o parę śladów na polu.
Mało tego od pewnego czasu nawet okoliczni gołębiarze zaczynają się cywilizować.
Tomku - wszystko zależy od terenu w jakim żyjesz. Widzę, że mam szczęście czuć się jak "szlachcic". Poza tym w razie "W" koń zwykle sam wraca do stajni. A w terenie w którym latam ani razu nie wjeżdżam na ruchliwą drogę, mało tego nie widzę takich po horyzont
Mało tego od pewnego czasu nawet okoliczni gołębiarze zaczynają się cywilizować.
polując zarówno z jastrzębiem jak i z sokołem musisz czasem przeskakiwać płoty, ogrodzenia i pastuchy. uważam że koń na polowaniu może być swietny pod warunkiem że teren na to pozwala. powiedzmy sobie wprost...ilu z nas ma taki teren?? historię mamy piękną i łezka sie kręci na samą myśl ale realia sie zmieniły. polujemy w innych realiach i warunkach. rozwiązania które kiedyś były niezastąpione dziś straciły rację bytu. spróbuj dojechać szybko do wędrownego który poleciał daleko za jakimś ptakiem konno. nagle dojedziesz wierzchem do ruchliwej szosy lub drogi gdzie konno poruszać się nie wolno. pamiętajmy że wtedy gdy straciłeś ptaka łapałeś kolejnego dziczka. dziś czekasz do kolejnego sezonu aby zakupić nowego ptaka a w dobrej hodowli trzeba sie rezerwować czasami na dwa lata do przodu. ile znacie osób w Polsce które polują z konia w obecnych realiach? a wiem że jest kilka osób które polują z ptakami i jeżdżą konno.
-
ZaP
- sokolnik
- Posty: 832
- Rejestracja: wt sie 23, 2005 8:12 am
- Lokalizacja: Ostrów Mazowiecka
- Kontakt:
no wlasnie dlatego zamiast roweru i konia używam Quada
pastuchy sam zdejmuje (ale jako grzeczny czlowiek pozniej je naprawiam) i nie ma prblemu z rowem czy miedzą albo krzakami - nie da się szybciej znaleźć ptaka, który udał się na niezapowiedzianą wycieczkę. Poza tym i trening w polu jest przyjemniejszy bo pedałować nie trzeba a ptaki co dziwne czują mniejszy stres na poczatku do quada niż do np roweru...
bynajmniej u mnie tak jest
ZaP
bynajmniej u mnie tak jest
ZaP
- Mbartnik
- młodszy sokolnik
- Posty: 280
- Rejestracja: śr sie 27, 2008 9:32 pm
- Lokalizacja: Wzgórza Strzelińskie
- Kontakt:
Jak wynika ze wszystkich powyższych wypowiedzi - CO KRAJ TO OBYCZAJ
Kombinujmy ile wlezie i wprowadzajmy nowinki i odnawiajmy stare zwyczaje, ale zawsze miejmy baczenie na dobro ptaków i własne bezpieczeństwo.
Życzę powodzenia wszystkim "kombinatorom" i ich dziwacznym poczynaniom z koniami, rowerami, quadami, hulajnogami i innymi twórczymi pomysłami.
Osobiście do sokolniczego szczęścia potrzeba mi jeszcze dobrze ułożonego na bażanty psa i samicy przedniego, więc mam o czym rozmyślać.
Kombinujmy ile wlezie i wprowadzajmy nowinki i odnawiajmy stare zwyczaje, ale zawsze miejmy baczenie na dobro ptaków i własne bezpieczeństwo.
Życzę powodzenia wszystkim "kombinatorom" i ich dziwacznym poczynaniom z koniami, rowerami, quadami, hulajnogami i innymi twórczymi pomysłami.
Osobiście do sokolniczego szczęścia potrzeba mi jeszcze dobrze ułożonego na bażanty psa i samicy przedniego, więc mam o czym rozmyślać.