Sam sobie takiego wybralem i narazie nie zalujeNisus pisze: Tak swoja droga ten kto doradzil cie tego ptaka na pierwszego sokola, nie doradzil ci najlepiej
MOJE Przygody z Ptakami
- Raven_Corvus
- sokolnik
- Posty: 747
- Rejestracja: ndz paź 15, 2006 5:15 pm
- Lokalizacja: Białystok
Pisalem, ze harrisy sa praktycznie uloznone
nie rozpolowane, bo akurat w tej materji mozna je szybko zepsuc. Polowalem z harrisami w Kanadzie na przepiorki, wracajac do domu czasem z tripletem, a samiec z ktorym walczylem przesiedzial caly swoj pierwszy rok w wolierze. Kwestia treningu i nie przekarmiania na rekawicy, wtedy w krotkim czasie staniesz sie czescia stada.
"apropos Tomkowego Dziamdziola jestem strasznie ciekaw jak ptaszek lata "
Lata bardzo różnie.
Potrafi ładnie wyczekiwać nade mną tak że mogę iść,a on sam mnie pilnuje. Innym razem robi taką woltę jak w zeszłym tygodniu. Mnie najbardziej zaskoczył(pozytywnie), kiedy to puszczony przy niekorzystnym wietrze odskoczył za horyzont , by przylecieć w miejsce puszczenia po 20 minutach.
Lata bardzo różnie.
Potrafi ładnie wyczekiwać nade mną tak że mogę iść,a on sam mnie pilnuje. Innym razem robi taką woltę jak w zeszłym tygodniu. Mnie najbardziej zaskoczył(pozytywnie), kiedy to puszczony przy niekorzystnym wietrze odskoczył za horyzont , by przylecieć w miejsce puszczenia po 20 minutach.
Dzisiaj mój lotnik znowu miał spotkanie z jastrzębiem. Ach, te Kaszuby...Od początku. Puściłem sokoła, zaczął krążyć i okazało się, że nad nim szybował jastrząb. Długo nie czekał. Przeszedł do atakowania mojego pupila. Trzy pikowania na sokoła, ale w ostatnim momencie Dziabąg odwracał się do jastrzębia szponami. Wtedy jastrząb odbijał w górę, by za kilka sekund ponowić pikowanie. Kiedy odpuścił, wtedy Dziabąg postanowił odegrać się.
Rozpoczął pościg. Chwilę dobrą gonił jastrzębia, a wszystko na ładnym pułapie. Kiedy towarzystwo oddaliło się ode mnie tak daleko, że moje zaciekiawienie przerodziło się w strach, wyciągnęłem wabidło. Sokół niefortunnie był ustawiony do mnie ogonem przez co myślałem, że nie zauważy wabidła. Zwłaszcza, że cały czas gonił jastrzębia. Widać oczy ma dookoła głowy i podzielną uwagę, bo zaraz zawrócił do swojego pandzia. Kiedy poprzednim razem ganiał się z jastrzębiem, nazajutrz miał bardzo bojowy nastrój. Zaatakował dwa kruki. Mam nadzieję, że jutro też włączy mu się w polu agresor. :razz:
Rozpoczął pościg. Chwilę dobrą gonił jastrzębia, a wszystko na ładnym pułapie. Kiedy towarzystwo oddaliło się ode mnie tak daleko, że moje zaciekiawienie przerodziło się w strach, wyciągnęłem wabidło. Sokół niefortunnie był ustawiony do mnie ogonem przez co myślałem, że nie zauważy wabidła. Zwłaszcza, że cały czas gonił jastrzębia. Widać oczy ma dookoła głowy i podzielną uwagę, bo zaraz zawrócił do swojego pandzia. Kiedy poprzednim razem ganiał się z jastrzębiem, nazajutrz miał bardzo bojowy nastrój. Zaatakował dwa kruki. Mam nadzieję, że jutro też włączy mu się w polu agresor. :razz:
- Nowogrodzki
- sokolnik
- Posty: 662
- Rejestracja: śr lis 14, 2007 8:33 pm
- Lokalizacja: Tuchola
- Kontakt:
Cały dzień prawie cisza a jak pojechaliśmy puścić ptaki powiało. Cipiór szalał na niebie, nawet zaczął podobać mu się latawiec a Tośka zawisła pod latawcem aż w końcu urwała łepek i poleciała. Silny wiatr, szybko zapadający mrok i ptak odlatujący z żarciem w łapie-może być jeszcze coś lepszego? Na szczęście telemetria zadziałała i prawie ciemno było , ale Tośka się znalazła. Uff.
Witam nie dawno tez powiedzielismy sobie zkolega uff lecz po 2 ch dniach piadrowania posiadlosci ,wedrowny odnalazl sie 4ml dalej .Tu ciezko wyczuc pogode jak nie popada to powieje i badz tu madry.Mysle ze te uff nie raz bede uzywal, oby jak najzadziej.(Bogdan na festiwal sie nie zapowiadasz ,a tak apropo co taka cisza panowie co jest powazny temat do przerobienia)do uslyszenia.
- Nowogrodzki
- sokolnik
- Posty: 662
- Rejestracja: śr lis 14, 2007 8:33 pm
- Lokalizacja: Tuchola
- Kontakt:
Wiatr, siąpi, parę stopni powyżej 0. Wypuściłem latawiec, przy 250 straciłem go z oczu-niski dziś pułap chmur. Latawca nie widzę, ale chyba jest, bo coś ciągnie linkę, no i linka celuje w niebo.
Kacper puścił Tośkę. Bałem się, że ptaszyna nie zauważy latawca i znowu zechce przeczesać mi fryzurę (niestety, nadal wybór u niej prosty-albo latawiec, albo siada na głowę). Jednak w przerwie między chmurami zamajaczył latawiec i poszszszła… Po jakimś czasie też zniknęła w mgle. No nic, linka wycelowana w niebo, ptak w chmurach-jest wesoło. W pewnym momencie poczułem szarpnięcie -jest „rybka” na wędce.
Cipiór dziś dla odmiany też zaliczył latawiec i można było się zwinąć. Dobrze, bo zaczęło znowu kapuśniaczyć.
Kacper puścił Tośkę. Bałem się, że ptaszyna nie zauważy latawca i znowu zechce przeczesać mi fryzurę (niestety, nadal wybór u niej prosty-albo latawiec, albo siada na głowę). Jednak w przerwie między chmurami zamajaczył latawiec i poszszszła… Po jakimś czasie też zniknęła w mgle. No nic, linka wycelowana w niebo, ptak w chmurach-jest wesoło. W pewnym momencie poczułem szarpnięcie -jest „rybka” na wędce.
Cipiór dziś dla odmiany też zaliczył latawiec i można było się zwinąć. Dobrze, bo zaczęło znowu kapuśniaczyć.
u mnie problem od czasu do czasu jest zwłaszcza teraz gdy przyleciały ptaki z pólnocy. miejscowe jastrzębie już sie nauczyły omijac moje sokoły szerokim łukiem. ostatnio do mojej 7/8 wystartowała z lasu młoda duża samica ale hybryd natychmiast sie złożył i z krzykiem runął w kierunku jastrzębia. miał nad nim w momencie ataku jakieś 50m przewagi. jastrząb w ostatniej chwili wyciągnął podwozie ale Mamba przezornie odbiła w górę by po chwili znów zapikować. skończyło sie tym że jastrzębica musiała sie ratować ucieczką w koronę świerka a Mamba wściekle wrzeszcząc krążyła jeszcze kilka minut nad nią i nie reagowała na wabidło. dobra lekcjapolikarp pisze:Dzisiaj mój lotnik znowu miał spotkanie z jastrzębiem. Ach, te Kaszuby...Od początku. Puściłem sokoła, zaczął krążyć i okazało się, że nad nim szybował jastrząb. Długo nie czekał. Przeszedł do atakowania mojego pupila. Trzy pikowania na sokoła, ale w ostatnim momencie Dziabąg odwracał się do jastrzębia szponami. Wtedy jastrząb odbijał w górę, by za kilka sekund ponowić pikowanie. Kiedy odpuścił, wtedy Dziabąg postanowił odegrać się.
Rozpoczął pościg. Chwilę dobrą gonił jastrzębia, a wszystko na ładnym pułapie. Kiedy towarzystwo oddaliło się ode mnie tak daleko, że moje zaciekiawienie przerodziło się w strach, wyciągnęłem wabidło. Sokół niefortunnie był ustawiony do mnie ogonem przez co myślałem, że nie zauważy wabidła. Zwłaszcza, że cały czas gonił jastrzębia. Widać oczy ma dookoła głowy i podzielną uwagę, bo zaraz zawrócił do swojego pandzia. Kiedy poprzednim razem ganiał się z jastrzębiem, nazajutrz miał bardzo bojowy nastrój. Zaatakował dwa kruki. Mam nadzieję, że jutro też włączy mu się w polu agresor.
Witam moja hariska miala piec spotka z myszakem zawsze to byly podejscia niewiadomo z kad i to zawsze jak siedzi gdzies wysoko tylko co dziwne atak zawsze sie konczyl tym ze pod koniec ataku myszun wytranca szybkosc i siada na przeciwko niej a ta skrzeczac rozklad skrzydla jak tylko moze i lepek chowa poprostu kurczy szyle i w tedy ja odganielem go ,wczaraj zas sie zjawila samica lecz ptaki byly o wiele dalej , hariska siedziala na drzewie do kturego nie moglem podejsc non i sie zaczelo niewinnie lecz po ok 8 sek.. mszun zaatakowal agresywniej zaczela sie kotlowanina wygladalo to jak by spadaly z tego drzewa odbijajac sie o galezie po chwili zniknely za zaroslami. O kur... se mysle drzac sie ile moge ,pyda przez kszaczory zanim sie przedostalem pokonujac noczary ,strunyk zdyszany dochodzac na miejsce UF stwierdzam-myszun dostal baty samicy nie bylo dopiero sie pokazala jak zaczolem przywolywac ,nic nie wskazywalo na to ze zarla,zadnych urazow.Nstroszona sadla na rekawicy skrzeczac i spgladajac w kierunku z ktorego przyleciala.Niewiem czy sprawila intruzowi manto,czy myszolow sploszyl sie moimi probami dostania sie na miejsce. Wiem tylko jedno,ze jakby zlapala to by nie puscila.Dzis od samego wschodu w polu ,daniala za wszystkim co lata nawet kroliki jej nie interesowaly .Moge smialo stwierdzic ze HH jest cierpliwym gatunkem i nie odpuszcza .Pozdrawiam do uslyszenia.
- Mbartnik
- młodszy sokolnik
- Posty: 280
- Rejestracja: śr sie 27, 2008 9:32 pm
- Lokalizacja: Wzgórza Strzelińskie
- Kontakt:
Podczas dzisiejszego latania spotkała mnie dziwna przygoda.
Na wstępie chcę zaznaczyć, że moja Abisal miała niejedno spotkanie z muszakami (właściwie nie spotkanie, a poprostu je pogoniła) i jedno poważne starcie z samicą jastrzębia (po upewnieniu się, że jastrzębicy ucierpiała tylko duma i parę piór wróciła na wolność) od tamtej pory w terenie w którym ćwiczymy wszystko zwiewa jak tylko widzą, że nadlatuje.
No właśnie, aż do dziś. Początek tradycyjnie - puściłem ja i idę w pola. Z pobliskich trzcin wyleciał kruk robiący w locie cudaczną rzecz - co pewien czas obracał się na moment o 90 stopni i udawał, że spada. Młoda dała się sprowokować i puściła sie za krukiem. Ten przeleciał nagle cudownie ozdrowiony nad trzcinami z krórych wyleciał, a w momencie przelotu z owych trzcin wyleciały dwa następne i się zaczęło.
Po czasie, który wydał mi się wiecznością, młoda zareagowała na gwizd (dwa kruki dostały w kuper, ale widać, że w amoku berserkera, niż w celowym działaniu, trzeci poszarpał jej lotki. Skończyła przygodę z nadłamanymi lotkami lewego skrzydła i sporą zadyszką).
Wracając na wabidło ominęła je w ostatnim momencie i mijała za każdym razem. Jak dałem spokój z wabidłem i zawołałem ją na rękawicę ominęła również rękawicę (już w monencie siadania) i po nawrocie wylądowała koło nóg.
Zastanawiam sie czy ta dziwna lekcja nie zostanie jej w głowie (oby nie) i dlaczego kruki "zaczaiły się" na większego od siebie ptaka (i to w jaki sposób).
Na wstępie chcę zaznaczyć, że moja Abisal miała niejedno spotkanie z muszakami (właściwie nie spotkanie, a poprostu je pogoniła) i jedno poważne starcie z samicą jastrzębia (po upewnieniu się, że jastrzębicy ucierpiała tylko duma i parę piór wróciła na wolność) od tamtej pory w terenie w którym ćwiczymy wszystko zwiewa jak tylko widzą, że nadlatuje.
No właśnie, aż do dziś. Początek tradycyjnie - puściłem ja i idę w pola. Z pobliskich trzcin wyleciał kruk robiący w locie cudaczną rzecz - co pewien czas obracał się na moment o 90 stopni i udawał, że spada. Młoda dała się sprowokować i puściła sie za krukiem. Ten przeleciał nagle cudownie ozdrowiony nad trzcinami z krórych wyleciał, a w momencie przelotu z owych trzcin wyleciały dwa następne i się zaczęło.
Po czasie, który wydał mi się wiecznością, młoda zareagowała na gwizd (dwa kruki dostały w kuper, ale widać, że w amoku berserkera, niż w celowym działaniu, trzeci poszarpał jej lotki. Skończyła przygodę z nadłamanymi lotkami lewego skrzydła i sporą zadyszką).
Wracając na wabidło ominęła je w ostatnim momencie i mijała za każdym razem. Jak dałem spokój z wabidłem i zawołałem ją na rękawicę ominęła również rękawicę (już w monencie siadania) i po nawrocie wylądowała koło nóg.
Zastanawiam sie czy ta dziwna lekcja nie zostanie jej w głowie (oby nie) i dlaczego kruki "zaczaiły się" na większego od siebie ptaka (i to w jaki sposób).
Witaj,moja hariska niedawno wylapala pare pików wędrownego,na moje oko doroslej samicy odgoniłem ,oddaliła się na drzewo i wlasnie kruki ją pognaly.Kiedys dostala baty od wron broniąsych gniazd,to wlasnie ok. tygodnia nie chciala siedac na czarna rekawice,a slyszac kra,kra byla niespokojna,od czasu jak posmakowala czrnych piór gania z zawzieciem.Co do tych kruków z twojej przygody robią tak jak sa glodne,wabią desperadzko w ten sposób ofiare,widzialem ten numer kilka razy. Pozdrawiam