Moim skromnym zdaniem (jak znam życie, to nie liczącym się, ale cóż...) problem jest bardziej skomplikowany, a wygląda tak:
Trzeba zacząć od pracy nazwijmy to lokalnej. Mało kto interesuje się sokolnictwem,a jeśli już to raczej na takiej samej zasadzie, jak dziecko interesuje się psem. Jest fajny, bo można go przytulić, pogłaskać, ale po jakimś czasie okazuje się, że oprócz przyjemności są również obowiązki i wtedy już jest be. Tak samo jest z sokolnictwem. Dla przeciętnego Kowalskiego "sokół" zachowuje się tak samo, jak gołąb, czyli wypuszczasz, idziesz na kawę. W tym czasie ptak sobie lata, a jak coś upoluje, to przyniesie ci pod drzwi i leci dalej. Wracasz za godzinę, wpuszczasz ptaka do woliery (czy gdzie tam go trzymasz) i po robocie. Mało kto zdaje sobie sprawę, ile pracy trzeba włożyć w ułożenie ptaka i ile czasu trzeba mu poświęcić każdego dnia, świątek piątek i niedziela. Mało kto zdaje sobie sprawę, że sokolnik to nie jest tyran, który męczy swojego podopiecznego w celu osiągnięcia konkretnego efektu, a czasami bez efektu (że niby tylko dla własnej dzikiej satysfakcji). Wreszcie mało kto zdaje sobie sprawę, że tak na prawdę to sokolnicy niejako "podpierają" programy ochrony ptaków drapieżnych, gdyż oni najlepiej znają ich psychikę, a co za tym idzie sposób podejścia. Z kolei nie byłoby programów ochrony drapoli (albo byłoby ich mniej), gdyby nie sam człowiek. To z jego ręki (bezpośrednio lub pośrednio) ginęły i giną setki i tysiące sztuk ptaków każdego roku. Są przeciez zabijane przez miłośników gołębi i hodowców drobiu (najbardziej znany konflikt na drodze sokolnik-hodowca). Gniazda i lęgi są niszczone przez ludzi przeświadczonych o słuszności swojego działania, bo "jastrząbek szkody robi". Ten proceder na szeroką skalę był praktykowany jeszcze nie tak dawno całkiem legalnie (sokolnicy o tym wiedzą), a obecnie załatwia się te sprawy "po cichu". Środki ochrony roślin odkładające się w organizmach ptaków drapieżnych prowadzą do najróżniejszych zaburzeń rozrodu (sokolnicy o tym wiedzą). Takich spraw, gdzie ptaki drapieżne maja "pod górkę" jest więcej i można by o nich długo debatować. Trzeba więc zacząć od dołu. Wychodzić naprzeciw ludziom, uświadamiać ich, jaka jest prawda tycząca ptaków drapieżnych i sokolnictwa. I tego nie zorganizuje Zarząd Gniazda. Tu trzeba naszej własnej pracy, własnego wkładu. Wiem, że nie jest łatwo. Każdy z nas pracuje, a sokolnictwem zajmujemy sie hobbystycznie i nie zawsze starcza czasu na wszystko. Ponad to ludzie są "opływowi" na wiedzę i nieczęsto zmieniają swoje zdanie, zwłaszcza jeśli jest to tak "egzotyczny" temat, ale każda okazja jest dobra, aby zwrócić uwagę przechodnia na problemy przyrodnicze.
Po przeczytaniu tego, co napisałem stwierdzam, że jest to trochę zagmatwane, niemniej jednak mam nadzieję, że połapiecie się co do czego. Zaznaczam jeszcze raz, że to jest tylko moje zdanie i jeśli jakieś pretensje czy uwagi to tylko do mnie proszę kierować. Jak znam życie to zaraz posypią sie na moja głowę gromy....
