Wydaje misię że najlepsze do tego celu będzie połączenie konia z jastrzębiem. Koń musi być "dorożkarski" tzn tam gdzie jest potrzeba ma sam stać a nie wiać do stajni.
Pisałaś wcześniej o koniach arabskich i berberyjskich , myślę że te pierwsze są zbyt temperamentne. Ponad to w Polsce mało jest arabów użytkowych w typie Kuhailana.
Polaka to raczej typ pokazowy Saklavi.
Dobre mogą być policyjne Hanovery.Konie te są spokojne.
Ja używałem małopolaków i kiedyś X-ślązaka. Byłem 20 kg młodszy.
Złapałem samicą srokę z grzbietu wałacha. Ot sukces.
KOŃ i SOKÓŁ
Prawdą jest to co piszesz o arabach i berberach jeśli chodzi o temperament. Choć dobrze ułożone i prawidłowo szkolone są niesamowicie posłuszne. Nie do końca zgodzę się natomiast z tym, że w Polsce jest za mało arabów w typie, który opisujesz
Jest ich bardzo dużo tylko, że nikt nie zaprząta sobie nimi głowy i nie promuje tych koni. Oczy hodowców sę skierowane na pokazy w ręku, wyścigi ewentualnie rajdy długodystansowe. W tym roku miałam dylemat. Nie wiedziałam, którego konia dla siebie wybrać. Te co oglądałam, super użytkowe koniska. Świetne charaktery i spokojne. Wybrałam te co mnie za serce ujęły. Oba araby sprawdziły mi się zaraz niedługo w trudnych sytuacjach.
Jeden na zawodach, na których zajął przyzwoite miejsca pomimo przygotowań w dwa tygodnie. Chwilę później na szkoleniu trenerskim, gdzie jeździł na jednym placu razem z olbrzymim traktorem, który równał podłoże z hukiem i z fantazją kierowcy. Sprawdził się także podczas przejażdżki w terenie. Spadło mi ogłowie z głowy konia. No trzeba mieć talent po prostu. Ogłowie było westernowe na jedno ucho. Otarł się pyskiem o krzak, a ja po chwili trzymałam w ręku wodze, które nie łączyły mnie już z pyskiem konia. Byłam na nim pierwszy raz w terenie. Serce mi na chwilę stanęło bo konia jeszcze nie znałam dość dobrze. Ogier, kryjący, arab, sam w terenie... I co... I nic... Z pełnego ruchu do przodu na dosiad zatrzymał się. Ja zsiadłam, założyłam ogłowie, wsiadłam i pojechaliśmy dalej
....
Drugi w sytuacji ekstremalnej. Pojechałam z kimś w teren. Ta osoba na małopolskim ogierze. Wyszło tak, że z przyczyn niezależnych rozstał się z koniem
Ja na arabie (teoretycznie bardziej pobudliwym) mogłam zrobić wszystko. Stać - i przyglądaliśmy się wspólnie jak jeździec goni za swoim rozbrykanym koniem w terenie, zsiąść, wsiąść, podjechać do latającego konia, który już płoszył kobyły i krowy sąsiada, przejechać obok spłoszonych koni zaprzęgniętych w brzęczącą, rozklekotaną furę z sianem i koło innych strasznych rzeczy mając za towarzystwo latającego wszędzie, rozbrykanego ogiera, rozbiegane krowy i konie sąsiada, i jakąś sforę rozbawionych sytuacją psów
Nie mówię już o tym arabie, na którym robię pokazy.
Natomiast dobrymi, wszędobylskimi, spokojnymi końmi do tego celu mogą się okazać hucuły (choć uparte) czy haflingery. Niskie, spokojne i wszędzie wlezą
Jeden na zawodach, na których zajął przyzwoite miejsca pomimo przygotowań w dwa tygodnie. Chwilę później na szkoleniu trenerskim, gdzie jeździł na jednym placu razem z olbrzymim traktorem, który równał podłoże z hukiem i z fantazją kierowcy. Sprawdził się także podczas przejażdżki w terenie. Spadło mi ogłowie z głowy konia. No trzeba mieć talent po prostu. Ogłowie było westernowe na jedno ucho. Otarł się pyskiem o krzak, a ja po chwili trzymałam w ręku wodze, które nie łączyły mnie już z pyskiem konia. Byłam na nim pierwszy raz w terenie. Serce mi na chwilę stanęło bo konia jeszcze nie znałam dość dobrze. Ogier, kryjący, arab, sam w terenie... I co... I nic... Z pełnego ruchu do przodu na dosiad zatrzymał się. Ja zsiadłam, założyłam ogłowie, wsiadłam i pojechaliśmy dalej
Drugi w sytuacji ekstremalnej. Pojechałam z kimś w teren. Ta osoba na małopolskim ogierze. Wyszło tak, że z przyczyn niezależnych rozstał się z koniem
Ja na arabie (teoretycznie bardziej pobudliwym) mogłam zrobić wszystko. Stać - i przyglądaliśmy się wspólnie jak jeździec goni za swoim rozbrykanym koniem w terenie, zsiąść, wsiąść, podjechać do latającego konia, który już płoszył kobyły i krowy sąsiada, przejechać obok spłoszonych koni zaprzęgniętych w brzęczącą, rozklekotaną furę z sianem i koło innych strasznych rzeczy mając za towarzystwo latającego wszędzie, rozbrykanego ogiera, rozbiegane krowy i konie sąsiada, i jakąś sforę rozbawionych sytuacją psów
Nie mówię już o tym arabie, na którym robię pokazy.
Natomiast dobrymi, wszędobylskimi, spokojnymi końmi do tego celu mogą się okazać hucuły (choć uparte) czy haflingery. Niskie, spokojne i wszędzie wlezą