Ranna pustułka
Ranna pustułka
Witam!
Znalazłam w okolicach lotniska młodą samicę pustułki, niezdarnie przede mną uciekającą. Ostrożnie ją złapałam i zauważyłam zakrwawione skrzydło. Poszłam więc z nią dwa dni później (wczoraj) do weterynarza, gdzie dostała zatrzyk i tabletki. Okazało się że skrzydło nie jest złamane (tak jak przypuszczałam) ale jedynie skaleczone, a moja nowa pierzasta przyjaciółka do tygodnia będzie już ładnie latała. Niestety po tej wizycie przestała jeść a tym bardziej pić (od momentu znalezienia jej napoiłam ją porządnie tylko raz pipetą, sama pić nie chciała) do tej pory karmiłam ją mięsem indyczym, wołowym i kurczęcym. Wcześniej miała apetyt i jadła nawet z ręki, teraz kiedy podtykam jej pod dziób kawałek mięsa, subnie kilka razy i upuszcza. Zosatawiałam ją z mięsem sam na sam a kiedy wracałam po dłuższym czasie, jedzenie było nietknięte. Chciałabym wiedzieć z jaką częstotliwościach i w jakich ilościach jedzą pustułki. A przede wszytskim jak nakłonić ją do picia?
Znalazłam w okolicach lotniska młodą samicę pustułki, niezdarnie przede mną uciekającą. Ostrożnie ją złapałam i zauważyłam zakrwawione skrzydło. Poszłam więc z nią dwa dni później (wczoraj) do weterynarza, gdzie dostała zatrzyk i tabletki. Okazało się że skrzydło nie jest złamane (tak jak przypuszczałam) ale jedynie skaleczone, a moja nowa pierzasta przyjaciółka do tygodnia będzie już ładnie latała. Niestety po tej wizycie przestała jeść a tym bardziej pić (od momentu znalezienia jej napoiłam ją porządnie tylko raz pipetą, sama pić nie chciała) do tej pory karmiłam ją mięsem indyczym, wołowym i kurczęcym. Wcześniej miała apetyt i jadła nawet z ręki, teraz kiedy podtykam jej pod dziób kawałek mięsa, subnie kilka razy i upuszcza. Zosatawiałam ją z mięsem sam na sam a kiedy wracałam po dłuższym czasie, jedzenie było nietknięte. Chciałabym wiedzieć z jaką częstotliwościach i w jakich ilościach jedzą pustułki. A przede wszytskim jak nakłonić ją do picia?
Odnieś ją jak najszybciej do jakiegoś ptasiego azylu lub rehabilitanta bo sama na pewno jej tylko zaszkodzisz. Na 90% padnie jeśli jej nie odniesiesz. Poza tym ptaki drapieżne raczej nie piją. Jak mi to powiedziała jakiś czas temu pewna osoba
pozyskują wodę prawie w 100% z mięsa.
Ale tak czy inaczej jeśli jej nie oddasz w dobre ręce to zginie.
Ale tak czy inaczej jeśli jej nie oddasz w dobre ręce to zginie.
- Pudlak Waldemar
- sokolnik
- Posty: 1292
- Rejestracja: pn mar 01, 2010 2:14 am
- Lokalizacja: Racibórz
W Gliwicach jest jeden sokolnik Adam -/niestety bardzo zajęty /
,,Gorzata ‘’ sprawdź wiadomość –po zalogowaniu będzie się świecić na czerwono !
,,Gorzata ‘’ sprawdź wiadomość –po zalogowaniu będzie się świecić na czerwono !
Ostatnio zmieniony czw sty 01, 1970 1:00 am przez Pudlak Waldemar, łącznie zmieniany 1 raz.
- Pudlak Waldemar
- sokolnik
- Posty: 1292
- Rejestracja: pn mar 01, 2010 2:14 am
- Lokalizacja: Racibórz
Nikt mi tego, drogi Panie Zap nie powiedział. Zielonego pojęcia nie mam o ptakach drapieżnych, a to, że chciałam jej pomóc to coś złego? Krzywdy u mnie nie zaznała, a człowiek uczy się na błędach. Teraz już wiem, że one nie potrzebują picia. Zapamiętałam i myślę, że ten temat możemy pominąć 
Natura jest idealna, niczego bym w niej nie zmieniała
Natura jest idealna, niczego bym w niej nie zmieniała
Zajeb... że za te błędy odbiją się właśnie na ptaku. Przez taką "pomoc" często można narobić więcej krzywdy niż Ci się wydaje. W tym właśnie chodzi o to by nie uczyć się na błędach ale przed. Nie masz zielonego pojęcia oddaj ptaka w lepsze ręce. Sam często przynosiłem dzikie ptaki do domu. Ale jeśli nie dało się ich wypuścić po 24h bo to było coś więcej niż ogłuszenie, to trafiały od razu do kogoś kto się takimi sprawami zajmuje na co dzień. Zostawisz go u siebie a najprawdopodobniej padnie... poczujesz się lepiej? Wątpię...Gorzata pisze:Zielonego pojęcia nie mam o ptakach drapieżnych, a to, że chciałam jej pomóc to coś złego? Krzywdy u mnie nie zaznała, a człowiek uczy się na błędach. Teraz już wiem, że one nie potrzebują picia.
ptaki drapieżne piją i to chętnie. zwłasza te o szybkim metaboliźmie jak np. wedrowne czy krogulce.u rehabilitantów w słabej kondycji problemem numer jeden jest na ogół odwodnienie. ja zanim takiego ptaka nakarmię podaję mu do wola strzykawką trochę roztworu soli fizjologiczej i glukozy. nawodni to trochę ptaka i da mu zastrzyk energi potrzebnej do strawienia mięsa. można też injekcyjnie podać izotonik w postaci roztworu z mleczanem Ringera (Ringer Solution). to bardzo ważne zwłaszcza w stanach odwodnienia i utraty krwi.
Jeśli ptak samodzielnie je i nie jest w złej kondycji to lepiej zwilżyć mu mięso przed podaniem i to powinno wystarczyć
Jeśli ptak samodzielnie je i nie jest w złej kondycji to lepiej zwilżyć mu mięso przed podaniem i to powinno wystarczyć
nie za ostro trochę? po pierwsze chęci były na bank dobre a po drugie laik jak znajdzie ptaka w cięzkim stanie czasem potrzebuje trochę czasu zanim znajdzie kontakt z kimś kto ma o tym pojecie i zajmie sie ptakiem. nie każdy ma sokolnika albo ptasi azyl za płotem. większość ludzi nawet nie wie o ich istnieniu. weterynarz tez nie zawsze pomoże bo znam takie przypadki że lekarz wet. który uważa sie za wielki autorytet w leczeniu ptaków drapieżnych zagłodził bielika na śmierć bo karmił go wrzucając mu martwego karpia do ciemnego kartonowego pudła. tak na marginesie to nie sądze żeby ta odrobina wody zaszkodziła pustułce. oczywiscie najlepiej będzie jak ptak trafi w odpowiednie ręce.Katou pisze:Zajeb... że za te błędy odbiją się właśnie na ptaku. Przez taką "pomoc" często można narobić więcej krzywdy niż Ci się wydaje. W tym właśnie chodzi o to by nie uczyć się na błędach ale przed. Nie masz zielonego pojęcia oddaj ptaka w lepsze ręce. Sam często przynosiłem dzikie ptaki do domu. Ale jeśli nie dało się ich wypuścić po 24h bo to było coś więcej niż ogłuszenie, to trafiały od razu do kogoś kto się takimi sprawami zajmuje na co dzień. Zostawisz go u siebie a najprawdopodobniej padnie... poczujesz się lepiej? Wątpię...
jest to ryzykowne jak ktoś nie wie jak. to fakt. gołębia można utopić bardzo niewielką ilością płynu podaną do dzioba. ja nauczyłem moje wędrowne pić wodę wprost ze spryskiwacza
podczas najgorszych upalów zawsze miałem spryskiwacz ze sobą i kiedy widzielismy ze ptakowi jest gorąco pryskaliśmy mu spryskiwaczem na dziób (pomału i z wyczuciem) a ptaki bardzo chętnie piły wodę. do tego co jakiś czas spryskiwałem im pióra pod skrzydłami żeby trochę im ulżyc. co ciekawe- zauważyłem że wedrowne bardziej męczył ten upał niż hybrydy białozora a wydawało sie że powinno być odwrotnie. Ale wracając do pustułki- nie ma co pannie do pieca ładowac. intencje miała dobre. oby ptak szybko trafił w odpowiednie ręce
Dobra przyznaje faktycznie trochę mnie poniosło... taki dzień. Mam niemiłe doświadczenia z ludźmi którzy uważają że pomagają młodej uszatce która "spadła" z drzewa... trzymając ją w klatce po kanarkach i dając do papu przejechanego chomika... którzy już zaczyna mocno capić. "Bo nie mogliśmy znaleźć myszy a tu leżał na drodze taki większy gryzoń". Dopiero jak leżała na boku i konała to doszło do nich że chyba jednak sobie nie poradzą. Jak by na to nie patrzeć też mieli dobre intencję.
Osobiście wcale nie byłem lepszy bo gdy byłem dzieckiem zaczynałem tak samo. Znalazłem jakiegoś ptaka. Wpadałem w euforie myśląc "jakie ten ptaszek miał szczęście że trafił właśnie na mnie bo mu na pewno pomogę". Potem rozmyślało się jak będzie fajnie mieć takiego ładnego ptaszka itd. Tyle że ja przynajmniej na początku miałem rozsądnego ojca który od razu mówił że jeśli jest zdrowy to wypuść... jeśli jest chory to oddamy komuś kto się na tym zna. Jeśli nie wypuścisz i go nie oddamy to umrze... chcesz tego?
Tak że jeśli uraziłem to przepraszam. Ale nadal uważam że ptak powinien jak najszybciej trafić w dobre ręce dla jego własnego dobra. Trzymanie go i próbowanie go wyleczyć niczego dobrego nie przyniesie.
Osobiście wcale nie byłem lepszy bo gdy byłem dzieckiem zaczynałem tak samo. Znalazłem jakiegoś ptaka. Wpadałem w euforie myśląc "jakie ten ptaszek miał szczęście że trafił właśnie na mnie bo mu na pewno pomogę". Potem rozmyślało się jak będzie fajnie mieć takiego ładnego ptaszka itd. Tyle że ja przynajmniej na początku miałem rozsądnego ojca który od razu mówił że jeśli jest zdrowy to wypuść... jeśli jest chory to oddamy komuś kto się na tym zna. Jeśli nie wypuścisz i go nie oddamy to umrze... chcesz tego?
Tak że jeśli uraziłem to przepraszam. Ale nadal uważam że ptak powinien jak najszybciej trafić w dobre ręce dla jego własnego dobra. Trzymanie go i próbowanie go wyleczyć niczego dobrego nie przyniesie.