Zarzuty przeciw sokolnictwu | Sokolnictwo dla początkujących

Zarzuty przeciw sokolnictwu

Tą sekcję mojej strony postanowiłem utworzyć po dosyć ciekawej, aczkolwiek bezowocnej wymianie zdań z pewną grupą "ekofiołów" jak to zwykło się nazywać ludzi tego pokroju. Nie jest to nic negatywnego, jednak prowadzenie konwersacji z takimi osobami nie owocuje żadnymi efektami - niestety ale w 90% przypadków są oni niereformowalni. Przyjdźmy jednak do konkretów. Poniżej przedstawiam kilkanaście bezsensownych i niczym nie popartych oszczerstw pod adresem sokolników, które następnie opatrzyłem właściwym komentarzem. Chciałbym być dobrze zrozumianym - nie mam nic do ekologów i miłośników ptaków (sam się do takich zaliczam) ale zawszę będę tępił "ekofiołów", czyli ludzi którym wydaje się że już wszystko wiedzą na dany temat, a tak naprawdę nie mają o nim zielonego pojęcia. Wnioski są oczywiste i należy wyciągnąć je samemu...

1. Zabijanie zwierząt przez myśliwych to ZBRODNIA!

Jest to jedno z najśmieszniejszych i najbardziej niezrozumiałych dla mnie stwierdzeń "ekofiołowych" z jakimi się spotkałem. Co prawda nie padło ono ze strony wspomnianej wcześniej grupki osób jednak nie zdziwiłbym się gdyby do tego doszło. No właśnie po co w ogóle są myśliwi? Przedstawię to na przykładzie. Zanim człowiek zaingerował w środowisko naturalne w przyrodzie istniała swoista równowaga, drapieżniki (wilki, rysie, borsuki, niedźwiedzie itp.) regulowały ilość zwierzyny roślinożernej. Z chwilą, gdy człowiek zaczął wycinać lasy i tępić duże drapieżniki, w obawie przed atakami na bydło i ludzi równowaga ta została zachwiana. Dziś w naszych lasach spotkanie wilka czy niedźwiedzia graniczy z cudem (poza pewnymi małymi obszarami). Nie jest możliwe, przynajmniej dziś, przywrócenie tych drapieżców do byłej roli - wyobraźmy sobie spacer w lesie - idziemy natykając się nagle na sforę wilków lub niedźwiedzia... - skutki mogą być bardzo przykre. Na dodatek zwierzęta te potrzebują rozległych terenów nie zabudowanych domami, drogami, kolejami itp. Ktoś więc musiał przejąć ich obowiązki - ludzie, którzy to robią to właśnie myśliwi. Dzięki nim utrzymana jest stała liczba zwierzyny i na przykład sarny nie zjadają wszystkiego co rośnie, myśliwi w zimie dokarmiają zwierzynę i dbają o porządek w łowisku. Jak więc widać myślistwo jest konieczne do zachowania równowagi przyrodniczej. Normalny myśliwy posiada broń (dubeltówka lub sztucer) z którą poluje, istnieje jednak pewien elitarny sposób polowania, w którym zamiast broni stworzonej przez człowieka wykorzystuje się siłę przyrody w postaci ptaków drapieżnych - to jest właśnie sokolnictwo. Stanowi ono najbardziej naturalny i ekologiczny sposób polowania - ten sam proces zachodzi przecież w przyrodzie!

2. Jak często rozmnażają się w wolierach ptaki drapieżne?

Normalnie w przyrodzie para jastrzębi/sokołów wyprowadza jeden lęg w postaci kilku piskląt. W warunkach sztucznych można tą ilość znacznie zwiększyć (zwykle podwoić), po pierwsze z powodu zapewnienia optymalnych warunków, po drugie ze względu na możliwość inkubacji części jaj. WSZYSTKIE ptaki z jakimi polują sokolnicy pochodzą ze sztucznych hodowli, więc ich posiadanie przez sokolnika w żaden sposób nie wpływa na dziką populację. Osobiście uważam, że nie ma nic piękniejszego od jastrzębia w pierwszym piórze i ogólnie upierzenie młodociane mi się bardziej podoba, co stanowi powód dla którego umieściłem akurat te zdjęcia w galerii.

3. Jaki procent sokolników hoduje ptaki i w jakim stopniu pokrywają one zapotrzebowanie sokolników?

Jak już wspomniałem wcześniej ptaki z hodowli pokrywają zapotrzebowanie sokolników w 100%, natomiast część młodych jest wypuszczana na wolność w ramach "Programu reintrodukcji sokoła wędrownego" wspomaganego przez sokolników.

4.W jaki sposób sokolnicy chronią ptaki drapieżne?

Pełna nazwa polskiej organizacji zrzeszającej sokolników to "Krajowy Klub Sokolników i Ochrony Ptaków Drapieżnych - GNIAZDO SOKOLNIKÓW". Jak więc widać sama nazwy zrzeszenia świadczy o jego celu działania. Głównym sposobem ochrony skrzydlatych drapieżników jest wspieranie programu reintroducji sokoła wędrownego, który bez dostarczania piskląt z sokolniczych hodowli nie mógł by funkcjonować. Drugi rodzaj aktywnej ochrony to wszelkiego rodzaju prelekcje, publikacje i badania. Ostatnio na przykład pierwszy wyhodowany w niewoli w Polsce (przez sokolników) orzeł przedni został wypuszczony na wolność. Każdy sokolnik i miłośnik skrzydlatych drapieżników z pewnością nie pozostawi bez reakcji faktu niepokojenia czy nawet zabijania skrzydlatych drapieżników, dlatego wszelkiego rodzaju takie skandaliczne i niezgodne z prawem sytuacje będzie zgłaszał odpowiednim organom ścigania. Niestety pseudo miłośnikom przyrody wydaje się, że przez bieganie pod gniazdami i "obserwowanie" ptaszków nie robią im żadnej krzywdy - nic bardziej mylnego! Ja będąc miłośnikiem ptaków nigdy nie przeszkadzam im w sezonie lęgowym - w ten sposób również je chronię. Ochrona ptaków to również prowadzenie przez sokolników Ośrodków Rehabilitacji, w których w należytych warunkach trzyma się ranne ptaki, a po ich wyleczeniu za zgodą odpowiednich organów wypuszcza na wolność jeśli to możliwe. Do takich ośrodków trafiają również młode ptaki, które jako pisklęta wypadły z gniazda - takie ptaki trzeba odpowiednimi metodami sokolniczymi nauczyć polowania, zdziczyć,a później można je wypuścić na wolność - oczywiście w porozumieniu z odpowiednimi organami państwowymi. Jest to tylko część sposobów w jaki prowadzi się ochronę skrzydlatych drapieżców, zainteresowanych odsyłam do lektury książkowej, głównie na temat programu restytucji sokoła wędrownego.

5. Ptaki przeznaczone do hodowli są selekcjonowane bardzo dokładnie z dużej puli ptaków-który "zwykły" sokolnik ma takie możliwości?

Nie wiem skąd takie stwierdzenie, oczywiście mylne. "Zwykli" sokolnicy nie prowadzą hodowli, tylko część sokolników posiada takie możliwości i ci się właśnie tym zajmują - jest ich na tyle dużo, że zaspokajają potrzeby reszty zwykłych sokolników.

6. Ptaki mające się rozmnażać są odseparowane od innych ptaków oraz od ludzi (nie mogą mieć z nimi kontaktu) nie są więc używane do celów sokolniczych ( nie są więc trenowane ani przyzwyczajane do obecności człowieka).Powiedz proszę, który sokolnik zdecyduje się nie tresować swojego pupilka po to aby on mógł się rozmnażać? Trzymanie ptaków drapieżnych polega przecież na ciągłym ich treningu, na utrzymywaniu z nim ciągłej więzi, problem tkwi w tym, że taki "udomowiony" ptak nie chce się kojarzyć w pary z przedstawicielem swojego gatunku - o tym doskonale wiedzą panowie zajmujący się reintrodukcją sokoła.

Osoba pisząca takie rzeczy, nie ma o nich zielonego pojęcia. Nieprawdą jest, że ptaki przeznaczone do hodowli muszą być odseparowane od innych ptaków (tu się kłania logika - jak odseparowany ptak może się sam rozmnażać?) ani od ludzi. Byłem w National Birds of Prey Centre, gdzie ptaki rozmnażały się w wolierach, które były w stałym kontakcie ze zwiedzającymi turystami - taki był cel istnienia tegoż centrum - ptaki widziały ludzi, a ludzie widzieli ptaki, żadnej ze stron to w niczym nie przeszkadzało. Pupilki?? Hmm, ukoronowaniem wysiłków każdego miłośnika zwierząt, przynajmniej ptaków jest posiadanie potomstwa od swojego "pupilka", odpowiem więc wprost - każdy sokolnik, a przynajmniej większość chciałaby by jego ptak po kilku sezonach polowania zaczął się rozmnażać i wielu do tego dąży dokupując samca lub samicę. "Udomowione" ptaki jak to nazwano wcale nie będą sprawiały problemów w przystąpieniu do lęgów z własnym gatunkiem o ile nie będą uwarunkowane - a istnieje wiele sposobów by takiemu uwarunkowaniu na człowieka zapobiec - o tym też doskonale wiedzą SOKOLNICY zajmujący się programem reintrodukcji sokoła wędrownego! jednym słowem można mieć naprawdę dobrze oswojone ptaki które będą się spokojnie rozmnażały w wolierze.

7. Woliera do rozmnażania np. sokołów musi spełniać określone wymogi: Musi być na tyle duża aby para ptaków mogła w niej w miarę swobodnie latać; Musi być całkowicie oddzielona od świata zewnętrznego - nie ma mowy o kontakcie wzrokowym z ludźmi, że nie wspomnę o tresurze.

Kolejny nonsens. Owszem, woliera musi spełniać warunki i te spełni, gdyż w przeciwnym wypadku nici z hodowli, jednak w żadnym wypadku nie powinna ona oddzielać ptaków od świata zewnętrznego. Tresura jak to nieumiejętnie nazwano, czyli poprawniej układanie ptaków hodowlanych metodami sokolniczymi jest nawet zalecane, gdyż ułatwia to szereg spraw, a ptaki są spokojniejsze. Nie wierzycie? Takie publikacje naukowe jak "Restytucja sokoła wędrownego" dr Zbigniewa Bonczara oraz "Falcon Propagation" (wyd. amerykańskie pod kierownictwem T. Cade'a) to potwierdzają. Zaznaczam jeszcze raz: NIEPRAWDĄ JEST IŻ PTAKI, KTÓRE MAJĄ SIĘ ROZMNAŻAĆ MUSZĄ BYĆ ODSEPAROWANE OD LUDZI I ŚWIATA ZEWNĘTRZNEGO! - KONTAKT PAR LĘGOWYCH Z LUDŹMI JEST ZALECANY, A NAJLEPIEJ DO HODOWLI NADAJĄ SIĘ PTAKI UKŁADANE WCZEŚNIEJ METODAMI SOKOLNICZYMI.

8. Sokolnicy trzymają również w niewoli orły przednie, cesarskie, orliki, orły bieliki itd. itp. Wiemy, iż pozyskiwanie ptaków drapieżnych ze środowiska naturalnego jest karalne, wytłumacz więc skąd ciągle wśród sokolników obecne są w/w gatunki ptaków? Chyba nie powiesz mi, że i te gatunki potraficie rozmnażać, wieloletnie próby w wielu wyspecjalizowanych ogrodach zoologicznych nie przynoszą spodziewanego efektu

Każde zwierzę w hodowli zamkniętej w którymś pokoleniu ma korzenie w dzikiej populacji - rysie wypuszczane w Kampinosie również. Oczywiście zgadzam się że pozyskanie osobników ze środowiska naturalnego jest karalne ale pod warunkiem, że nie posiadamy na to zezwolenia. Przeróżne instytucje mogą takie zezwolenia otrzymać, a młode w drugim pokoleniu jesli przodkowie są pozykani i przetrzymywani legalnie mogą otrzymać specjalne świadectwa CITES, które umożliwiają ich dalszy obrót. Trzymane w Polsce w niewoli orły przednie - np para lęgowa w stacji PZŁ, w roku 2000 wydała na świat pisklę, które zostało wypuszczone na wolność. Ptaki te nie zostały odłowione z przyrody tylko trafiły tu w postaci podarunku (od kogo nie wiem) jako osobniki z innych zagranicznych hodowli. Ptaki początkujące hodowle zamknięte również często trafiają do ośrodków rehabilitacji prowadzonych przez sokolników i są to najczęściej ptaki chore, bardzo stare lub młode które przeliczyły się z siłami. Jeśli istnieje możliwość wypuszczenia ich na wolność z powrotem to jest to czynione, w porozumieniu z odpowiednimi władzami. Jeśli nie to w porozumieniu z tymi władzami ptaki takie stają się zaczątkiem dla kolejnej hodowli. Żaden sokolnik w Polsce nie poluje jednak z orłami. Zresztą polowanie ma sens jedynie w wypadku orła przedniego, reszta wymienionych gatunków jest nieprzydatna do celów sokolniczych. Jeśli chodzi o "wyspecjalizowane ogrody zoologiczne" to nie podważając ich autorytetu - większość z nich nie ma warunków na prowadzenie hodowli tego typu gatunków. Sokolnicy hodujący ptaki drapieżne zajmują się tylko tym od lat dzięki czemu mając odpowiednie warunki, doświadczenie i wiedzę mają większe szanse powodzenia. Oczywiście wiele ogrodów z takimi osobami współpracuje.

9. Dla wszystkich znanym faktem jest to, że z gniazd ptakow drapieżnych w naturze giną jaja i pisklęta! Zgadnij jaka grupa społeczna jest zainteresowana tymi okazami?? Czy nie sokolnicy ?

Owszem giną jaja i pisklęta i z tym również walczą sokolnicy. Totalnym nieporozumieniem jest oskarżanie ich o to! WSZYSTKIE PTAKI, Z KTÓRYMI POLUJĄ SOKOLNICY POCHODZĄ ZE SZTUCZNYCH HODOWLI! SOKOLNIK KTÓRY NIE BĘDZIE POSIADAŁ ODPOWIEDNICH DOKUMENTÓW NA PTAKA I NIEZDEJMOWALNEJ OBRĄCZKI NA JEGO NODZE ŁAMIE PRAWO I BĘDZIE ZA TO ODPOWIADAĆ! Co do grupy społecznej to proponuję się przyjrzeć rolnikom i mniej światłym hodowcom gołębi, kolekcjonerom jaj itp Pomijam kwestię presji drapieżników jak np kuny.

10. W przywracaniu ptaków naturze nie chodzi tylko o sam moment wypuszczenia ptaka - jest on medialny oczywiście, zawsze można przecież napisać jak to przecież wypuszczamy.Chodzi o to aby wypuszczony ptak potrafił się przystosować do nowych warunków,by potrafił żyć bez pomocy człowieka i by później sam wyprowadził młode - co jest dopełnieniem sukcesu, do tego nieodzowna jest właśnie hodowla zamknięta, by ptaki mające zostać wypuszczone nie kojarzyły człowieka np. z kimś kto np. przynosi pożywienie, a wręcz z czymś przeciwnym z obiektem który musi kojarzyć się z zagrożeniem.

No w końcu coś sensownego! W stu procentach popieram. Po wypuszczeniu ptaka prowadzi się obserwacje danego osobnika, dzięki którym można później w razie potrzeby zareagować. W większości przypadków jest to jednak nie potrzebne. Ptaki wypuszczane nie kojarzą człowieka z jedzeniem, służy temu okres zdziczenia przed wypuszczeniem, kiedy to ptak najnormalniej dziczeje. Po wypuszczeniu nigdy nie wraca do człowieka, przynajmniej nie słyszałem, by ptak układany sokolniczo, a następnie zdziczony wrócił do człowieka. Hodowla zamknięta nie jest konieczna by to zapewnić. Do tego są również różne sposoby wypuszczania młodych jak np użycie sztucznego gniazda, w którym młode umieszczane są zanim osiągną zdolność lotu a mięso podawane tak by nie widziały człowieka.

11. Piszesz o ptakach rozmnażających się w niewoli i o ich pisklętach wypuszczanych na wolność(pisklętach które wcześniej miały kontakt bezpośredni z ludźmi). Takie podejście jest kompletnie bezsensowne, żeby nie powiedzieć idiotyczne!! Ptaki te znając człowieka nie boją się go (wtedy właśnie dochodzi to sytuacji z rolnikami o których piszesz)Po wtóre ptaki takie(jeśli zostały wychowane przez człowieka mają duże problemy ze znalezieniem partnera sexualnego( bo niby jak skoro kojarzą go z człowiekiem!!)Poczytaj dokładnie o procesie hodowli sokoła wędrownego lub restytucji orła amerykańskiego - tu nie ma mowy o kontakcie młodych ptaków z ludzmi. Tylko taki proces restytucji ma sens!

Po raz kolejny zarzut wynikający z braku wiedzy. Otóż właśnie skończyłem tłumaczyć z angielskiego publikację The Peregrine Fund, gdzie cytuję "ptaki układane sokolniczo najlepiej nadają się do hodowli(...)". Jeśli amerykańscy naukowcy (polscy również doszli do takiego wniosku) nie są autorytetem dla was to bardzo mi przykro, pozostaje wam dalej biegać pod gniazdami ptaków i płoszyć je! Bezpośredni kontakt piskląt z człowiekiem nie musi skończyć się uwarunkowaniem na człowieka i wówczas nie ma najmniejszego problemu po wypuszczeniu. Proces zdziczenia znakomicie rekompensuje chwilowe przyzwyczajenie do człowieka i zapobiega możliwości kontaktu ptaka z człowiekiem. Problemy ze znalezieniem partnera występują tylko, gdy będzie on uwarunkowany - a w żadnym wypadku nie uwarunkuje się jeśli będzie widział człowieka kilka razy dziennie, poza tym młode wychowywane w grupie nigdy nie uwarunkują się na człowieka! Może stać się tak tylko gdy jest jeden młody, ale zazwyczaj wtedy jest to celowe działanie, by na przykład przygotować ptaka do jednego ze sposobów hodowli. Opisywane publikacje muszą być bardzo stare, gdyż obecnie dąży się do hodowli, w których dominują ptaki oswojone, co jest znacznie wygodniejsze. Co więcej ptaki rodzicielskie mogą być oswojone z człowiekiem, a pisklęta wcale nie muszą lub można je w odpowiednim wieku przenieść do sztucznego gniazda wypuszczając później.

12. W jaki sposób hodowanie ptaka drapieżnego ( jak piszesz najczęściej jednego) chroni dziko żyjące populacje ptaków drapieżnych ???

W żaden i nigdy nie powiedziałem, że hodowanie pojedynczego ptaka przyczynia się do ich ochrony! Moje wyjaśnienia miały na celu wykazanie iż sokolnicy nie mają powodu by podbierać dzikim ptakom pisklęta, gdyż ptaki z którymi się poluje pochodzą z hodowli. Po drugie sokolnicy chronią ptaki na kilka innych sposobów, patrz kilka punktów wyżej. Po trzecie kolejny raz: hodowanie kilku ptaków gatunku np sokół wędrowny i rozmnażanie ich w niewoli wzbogaca program restytucji tego gatunku!

13. Ilu z tych 100 sokolników rozmnaża ptaki (przypominam że część z nich nie ma nawet jednego ptaka)

W Polsce znajduje się kilka hodowli i jeszcze raz zaznaczam: PISKLĘTA WYHODOWANE W TYCH MIEJSCACH W 100% POKRYWAJĄ ZAPOTRZEBOWANIE SOKOLNIKÓW, A ZNACZNA CZĘŚĆ MŁODYCH ZOSTAJE WYPUSZCZONA NA WOLNOŚĆ W RAMACH PROGRAMU! Co więcej dzięki przynależności do EU można bez ograniczeń kupić ptaka za granicą.

14. Jak rozwiązujecie problem polowania na ptaki objęte całkowitą ochroną prawną (przez cały rok) ponieważ polujecie na nie przy pomocy waszych ptaków. Jak na ten proceder nie spojrzeć to wygląda to na kłusownictwo!?

Po prostu na ptaki objęte ochroną prawną się nie poluje. Zresztą jaki jest sens polowania np. na dzięcioła? - żaden! Z ptakami drapieżnymi poluje się na zwierzynę drobną typu kaczki, zające, bażanty, kuropatwy - oczywiście w okresie dozwolonym. Aby ptak chciał polować musi mówiąc prostym językiem, mieć na to ochotę - a to jest bardzo łatwe do regulacji jeśli ma się odpowiednie doświadczenie. Więc jak widać ptak nie zawsze musi polować kiedy lata zupełnie luzem pod opieką sokolnika. Na kłusownictwo nie wygląda to w żaden sposób ponieważ każdy sokolnik musi być myśliwym i posiadać odstrzał na zwierzynę, a także polować w swoim rewirze łowieckim. Nie mówię, że jastrząb rozróżni ptaka, choć w pewnym stopniu ocenia swoje szanse na jego złapanie - jednak żaden sokolnik nie puści swojego podopiecznego w pogoń na przykład za wróblowatymi! - to jest totalny nonsens ponieważ w Polsce nie poluje się z ptakami łowczymi na malutkie "ptaśki" śpiewające. Na część ptaków ( np. do niedawna czaple na stawach rybnych) można było polować przez cały rok, lub na lotniskach (bardzo ważny aspekt działalności sokolników) - każde większe lotnisko na zachodzie wykorzystuje biologiczne odstraszanie ptaków zatrudniając sokolników! Niejednokrotnie ratuje to ludzi przed katastrofami lotniczymi spowodowanymi wpadnięciem w silnik ptaka przy lądowaniu lub starcie samolotu. A co robią ekofioły? - biegają po lasach i terenach lęgowych płosząc ptaki, a na dodatek twierdzą, że przez to je chronią.